Borys zawiódł… Jego umowa to nie Brexit, oto całość …

Borys zawiódł… Jego umowa to nie Brexit, oto całość …

 

Boris Johnson poprowadził kampanię „Odejdź” pod hasłem „odzyskaj kontrolę”. Kiedy wypowiedział się na zakończenie debaty na arenie Wembley, miliony ucieszyły go, gdy oświadczył „że ten czwartek może być dniem niepodległości naszego kraju!”. Miliony głosowały za opuszczeniem UE, ponieważ spełniło to ich dążenie do większej demokracji. Chcieli repatriacji uprawnień z UE na rzecz ich wybranych przedstawicieli w parlamencie.

A jednak ponad trzy lata później rząd, kierowany obecnie przez Borisa Johnsona, został zdławiony przez klasę polityczną, która nigdy nie zaakceptowała dążenia do większej demokracji. Odpowiada na popularne pragnienie „przejęcia kontroli”, próbując przejąć władzę od UE, aby obdarzyć ją technokratami upoważnionymi przez traktaty, takie jak te, które Boris Johnson chce obecnie zatwierdzić przez parlament.

To nie jest „umowa” Brexitu.

Boris Johnson proponuje coś więcej niż umowę. Jest to traktat, dokument, który będzie regulowany przez prawo. Traktat jest zasadniczo umową określającą, co sygnatariusze mogą, a czego nie mogą zrobić. Innymi słowy, traktat z góry określa i reguluje przyszłe postępowanie. Usuwa problemy ze sfery politycznej, w której ludzie angażują się w dialog ze swoimi wybranymi przedstawicielami. I umieszcza te kwestie w sferze technicznej, w której ludzie i ich wybrani przedstawiciele są zwykłymi obserwatorami sędziów, którzy interpretują to, czego wymaga traktat, oraz technokratów, którzy postępują zgodnie z wymogami traktatu.

Przyszły traktat znany jako „Umowa o wystąpieniu” – z których większość została wynegocjowana przez Theresę May i utrzymywana po renegocjacji Johnsona – określa w ryzach papieru, co Wielka Brytania powinna zrobić w okresie przejściowym, który rozpocznie się, gdy Wielka Brytania formalnie opuszcza UE i trwa do końca przyszłego roku (z zastrzeżeniem uzgodnionego przedłużenia).

Wyrażenie „umowa o wystąpieniu” również wprowadza w błąd.

Traktat stanowi, że w okresie przejściowym Wielka Brytania będzie podlegać przepisom i politykom UE, z których Brytyjczycy głosowali za uwolnieniem. Jak stwierdzono w motywie, w okresie przejściowym „prawo Unii, w tym umowy międzynarodowe, powinno mieć zastosowanie do Zjednoczonego Królestwa i w Zjednoczonym Królestwie oraz, co do zasady, z takim samym skutkiem w przypadku państw członkowskich”. Oznacza to, że w okresie przejściowym Wielka Brytania będzie podlegać przepisom unijnym dotyczącym swobodnego przepływu, handlu, pomocy państwa, polityki konkurencji, rolnictwa i rybołówstwa. W rzeczywistości w okresie przejściowym Wielka Brytania będzie podlegać prawie całej polityce objętej przepisami UE, tak jak obecnie.

Głównymi częściami UE, z których Wielka Brytania będzie wycofywać się na mocy niniejszej umowy o „wystąpieniu”, są unijne instytucje decyzyjne, od Rady UE i Parlamentu aż po wszystkie inne instytucje, organy, urzędy i agencje UE (art. 7). Oznacza to, że w okresie przejściowym Wielka Brytania będzie podlegać przepisom UE, ale nie będzie miała wpływu na sposób ich kształtowania ani stosowania. Wielka Brytania będzie podlegać władzy organu, nad którym nie będzie miała głosu, głosu ani prawa weta. Traktat ten nie odzyska kontroli – pozostawi kontrolę nad UE w okresie przejściowym. Wbrew wszelkim zamiarom i celom, w okresie przejściowym Wielka Brytania będzie rządzona przez zagraniczne mocarstwo w odniesieniu do wszystkich obszarów polityki, w których UE jest kompetentna (a to raczej dużo).

Tego rodzaju traktaty zawierają tylko państwa, które zostały podbite lub pokonane.

W przypadku Wielkiej Brytanii jej klasa polityczna została pokonana w urnie wyborczej przez społeczeństwo, które głosowało w czerwcu 2016 r., By odzyskać kontrolę. Ale zamiast zaakceptować, że władza powinna powrócić do ludzi, elita zdominowana przez Wielką Brytanię wolałaby być rządzona przez zagraniczną instytucję, UE, niż parlament odpowiedzialny przed wyborcami.

I to też nie skończy się z okresem przejściowym.

Przejście zawsze dotyczyło przyzwyczajenia Wielkiej Brytanii do statusu suplikanta. Niektórzy komentatorzy z niepokojem zauważyli jeden aspekt tej dominacji: że Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) będzie ostatecznym decydentem we wszystkich kwestiach wynikających z traktatu.

Poza epoką kolonialną traktaty międzynarodowe niezmiennie przewidywały rozstrzyganie sporów przez niezależny arbitraż, a nie przez sąd należący do drugiej strony traktatu. Jak powiedział dr Carl Baudenbacher, szwajcarski prawnik, który niedawno przeszedł na emeryturę jako prezes Trybunału EFTA: „Jest absolutnie niewiarygodne, że kraj taki jak Wielka Brytania, który był pierwszym krajem, który zaakceptował niezależne sądy, poddałby się temu”. Martin Howe QC, który przewodniczy prawnikom w Wielkiej Brytanii, przewiduje, że „będziemy mieć gorzki powód do żałowania takich ustępstw w przyszłym roku  ponieważ ETS wydał nieprzewidywalne i aktywistyczne wyroki, których Zjednoczone Królestwo i nasz parlament nie będą miały innego wyboru, jak tylko je zastosować.

Rzeczywistość tego traktatu została przeoczona, ponieważ brytyjska klasa polityczna sformułowała debatę po referendum, aby upewnić się, że wyjście z umowy bez porozumienia nie jest planowane. W rezultacie wielu Brexiteerów, nawet tak zwani Spartanie z Europejskiej Grupy Badawczej (ERG), zdecydowało, że „umowa” Borisa Johnsona musi być wspierana, ponieważ wybór nie dotyczy Brexitu lub Brexitu w jego „umowie”. Ale to sformułowanie debaty oznacza, że ​​wybór jest między rządem Brukseli (z członkostwem w UE) lub rządem Brukseli (z traktatem UE).

Tory Brexiteerzy twierdzą, że przejście potrwa tylko około 14 miesięcy (do 31 grudnia 2020 r.). Niektórzy członkowie ERG twierdzili nawet, że transformacja utoruje drogę do wyjścia bez porozumienia 1 stycznia 2021 r. Argument ten ignoruje rzeczywistość polityczną. Jak zauważył Sir Ivan Rogers, były negocjator ds. Brexitu w Wielkiej Brytanii: celem UE zawsze było „maksymalizacja dźwigni podczas procesu wycofania się i zintensyfikowanie negocjacji handlowych po naszym wyjściu, w którym zegar i krawędź klifu mogą być ponownie wykorzystane do maksymalizacji koncesji z Londynu. Aby w Zjednoczonym Królestwie ponownie stanęli pod ścianą w 2020 r. ”

Ale do 2020 r. Wielka Brytania będzie w słabszej pozycji do negocjacji z UE. Zapłaci UE kolosalną opłatę za wyjście, która nie jest prawnie wymagana, w wysokości około 39 miliardów funtów, aby zniknęły karty przetargowe. A UE będzie miała 14 miesięcy na uchwalenie i zastosowanie przepisów, które odpowiadają potrzebom niemieckich eksporterów, francuskich rybaków i europejskich bankierów, którzy opuścili Wielką Brytanię desperacko chcąc wyjść z transformacji. Ale co najgorsze, klasa polityczna Wielkiej Brytanii do stycznia 2021 r. Będzie miała atut: będzie mogła podpisać fragmenty brytyjskiej suwerenności na tej podstawie, że w porównaniu z transformacją Wielka Brytania odzyska kilka skromnych mocarstw .

Zarys przyszłych stosunków Wielkiej Brytanii z UE został przedstawiony w Deklaracji politycznej. Zaczyna się od stwierdzenia, że ​​„podstawą współpracy” są „podstawowe wartości i prawa”, które „obejmują… ramy Europejskiej konwencji praw człowieka” (ust. 7). Na tej podstawie obrzydliwa EKPC wydaje się zostać ugruntowana w brytyjskiej konstytucji dzięki kolejnemu traktatowi.

Deklaracja polityczna odnosi się następnie do utworzenia strefy wolnego handlu, która nie będzie „wolna”. Zaproponowano „pogłębioną współpracę regulacyjną i celną opartą na przepisach zapewniających równe warunki działania” (pkt 21). Polityki obejmujące „pomoc państwa, konkurencję, standardy socjalne i zatrudnienia, środowisko, zmiany klimatu i odpowiednie kwestie podatkowe” są wyraźnie wymienione jako wymagające uregulowania w przyszłym traktacie (§ 77). Innymi słowy, przyszłe stosunki Wielkiej Brytanii z UE będą opierać się na zrzeczeniu się prawa parlamentu do określania obszarów polityki gospodarczej i społecznej.

W ostatnich latach traktaty stały się potężnym narzędziem ograniczania demokracji.

Traktaty o ograniczonym i szczególnym ukierunkowaniu, które każda ze stron może jednostronnie zakończyć, nie powinny zagrażać demokracji. W kontekście Brexitu konieczne byłoby kilka takich traktatów, na przykład w celu utrzymania samolotów w ruchu i przewożenia ciężarówek. Ale traktaty przewidziane przez dzisiejszą zdominowaną przez resztę klasę polityczną – najpierw 535-stronicowa umowa o wystąpieniu, a następnie przyszłe stosunki oparte na przyjęciu EKPC – zagrażają demokracji. Starają się przekształcić kwestie polityczne w kwestie technokratyczne. Zostaną one opracowane przez klasę polityczną, która nie znosi idei demokratycznych polityków i praw. Ta klasa polityczna uwielbia ideę takich ludzi, którzy ustalają zasady i prawa jednym pociągnięciem pióra kreślarza, prawa, które są następnie interpretowane i stosowane przez innych takich ludzi – dobrze opłacanych technokratów, którzy mogą panować nad zwykłymi ludźmi z autorytet traktatu.

Propozycje Borisa Johnsona podważą nadrzędną zasadę każdej liberalnej demokracji: że jej ludzie są suwerenni.

Członkostwo w UE zawsze testowało tę zasadę, ale przynajmniej można powiedzieć, że członkostwo w UE polegało raczej na łączeniu suwerenności niż na rezygnacji z niej. Ale zgodnie z „Umową o wystąpieniu” nie będzie żadnej puli suwerenności, a jedynie poddanie się suwerenności obcemu mocarstwu. Po zniesieniu tej zasady Wielka Brytania będzie na łasce UE, jeśli chodzi o przyjęcie uciążliwych warunków traktatowych w przyszłych stosunkach.

Głosowanie za opuszczeniem UE było głosowaniem za demokracją. Wyraził pragnienie, by zwykli ludzie repatriowali prawa z Brukseli i powierzyli je parlamentowi, w którym ustawodawcy byliby odpowiedzialni przed ludem. Brexit został wykolejony przez klasę polityczną, która nie zaakceptuje impulsu stojącego za Brexitem.

Dzisiaj już NIgel Farage podsumował umowe Borysa w Parlamencie UE – to nie jest Brexit

Konrad W

 

22 października 2019
Czytaj inne artykuły w dziale Polityka

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *